Deja vu

02.01.2010 :: 20:21 Komentuj (6)



Nowy rok, będzie dużo pracy.







Eviva l'arte

07.01.2010 :: 22:22 Komentuj (1)







Akordeon. Było epicko. A może lirycznie? ...

A jutro do południa elektro! Rozk.... kosmos!







200!

09.01.2010 :: 00:12 Komentuj (4)

Miałem, cholera, poczekać, ale się nie powstrzymałem... pewnej zapowiedzi w 200 wpisie nie będzie, za to małe przemyślenia :P


12 Ławek.

Zaczęło się niewinnie, od spacerków i pstryków... potem było olkowe (olgowe tak w zasadzie :P): nie publikuj więcej, zrobimy wystawę. Następnie były wakacje i zdjęcia kwitnęły.

Pierwsza w balety poszła ławka... najmłodsza. KLIK TU Wyróżniona w "Klimatach", dobra reklama tydzień przed wystawą. Szczerze, zawsze to miłe być wyróżnionym, zawsze mogłoby być lepiej lub gorzej. Ale konkursy to zawsze loteria, zawsze subiektywność i z czasem przestaje się na to zwracać uwagę. Są sukcesy - fajnie, nie ma - też dobrze, fotografia to coś więcej. Łatwo brać, trudniej się dzielić... I nie tylko sukcesy potrafią sprawiać przyjemność, są rzeczy, które cieszą jeszcze bardziej...
W/w klatki, zabrakło jednak na wystawie. Cóż, się zdarza ;P (...)

Nie wiem czym się kierował złodziej. Nie wiem kim był, w zasadzie to nie ważne. Miłe jest to, że komuś z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, chciało się fatygować i dla babci/dla dziadka/bo mu się podobało/bo tak* podwędził zdjęcie. KLIK TU Fajnie, że komuś to sprawiło radość, być może pomogło sprawić radość jeszcze kolejnym.

Ławki już zdjęte. Dzisiaj wchodzę do TFP na wystawę koncertowych i aukcje WOŚP-u. Odbieram odbitki od Anity. "Mogę zachować jedno zdjęcie?". Znowu uśmiech rysuje się na mojej twarzy i dochodzi zaciekawienie "po co komu jakieś zdjęcie?". Zaraz przed oczyma widzę wybraną fotkę.



Znowu myślę i pytam się "dlaczego akurat ta?".
Jak się później okazuje, zdjęcie ma być dla pani, która na nim jest. Pan na ławce obok, który spożywa jabłko to jej syn. Przypomniała mi się dokładnie chwila powstawania tego zdjęcia. Pani w bezruchu i facet siedzący całkowicie na drugim końcu ławki (koniec, ktory jest poza kadrem), przysunął się bardziej do środka, coś powiedział i zaczął jeść. Pewnie powiedział to do mamy, z którą, wnioskuje, w super kontaktach nie był. Kontynuując, syn, który był ścigany przez policje za niespłacanie kredytów (o ironio, tło zdjęcia), niedawno zmarł. Pani mieszka na tym samym podwórku, przy którym jest lokal TFP. Zdjęcie dla niej na pamiątkę.

Potem aukcje WOŚP-owe. Do wylicytowania zdjęcia i gadżety AZS-u. Kończą się przedmioty aukcji jednak Pan Janusz Mielczarek mówi, że ma jeszcze trzy zdjęcia do licytacji. Myślę sobie "ja mam ławki". I dałem dwie. KLIK TU 1 KLIK TU 2 Pierwsza jakoś ponad 10 zł, druga prawie 30, praktycznie niczym nie różniły się od innych przedmiotów. Fajnie, że udało się komuś pomóc. Fajnie, że kolejne zdjęcia "nie giną", gdzieś w otchłani dysku twardego.

Nie chciałem, żeby to były, Bóg wie jakie, mądrości. Odczułem chęć podzielenia się krótką, dla niektórych może i nudną, historią...
To tak naprawdę historia rysowana światłem. I to jest w tym najlepsze.







kingdom

11.01.2010 :: 23:33 Komentuj (9)


OPIS:
1. Kalendarz, rządzi ostatnio moim życiem. +20 do ogarnięcia czasu
2. Okulary basenowe, rozwalone zresztą ostatnio, zaraz przed sprawdzianem z motylka. -5 do znalezienia magicznych przedmiotów
3. Bidon, po wypadzie rowerowym zaraz po świętach, chyba nawet trochę syfu w nim zostało. +10 do energii w pierwszym tygodniu użycia
4. Reklamówki i torebki... dużo się ostatnio nosiło. +5 do zręczności
5. Hantelek... czasem się pakuje xD +10 do siły
6. Magnez, B6, Tauryna, Kofeina, L-Karnityna - mój odlot. +50 do ADHD
7. Śrubokręciki, tata się ostatnio bawił, naprawił mi kitowy obiektyw, złota rąsia. +10 do regeneracji magicznych przedmiotów
8. Dwie części. Wieszak i koszula, (nie)świeżutko po chrzcie i całym niedzielnym maratonie. +15 do elegancji
9. Fota Mikołaja, za wsparcie WOŚP-u dostałem, bo mi się podobała, z szacunku nie rzuciłem na podłogę jak większość rzeczy, a od razu powiesiłem. +10 do lansu
10. Lejek robota, stoi w zaszczytnym miejscu na szafce, obok klocków lego i wszelkich pamiątek. +50 do przemiany w robota
11. Kolejny kalendarz gdybym się zapomniał i medal z przełajowej ósemki, na której byłem 219 chyba :P. +5 do ogarnięcia czasu, +5 do lansu
12. Krem, bo często usycham i jakieś dezodoranty, bo śmierdzę. +20 do ładnych zapachów, +20 do przyciągania, +5 do gładkości
13. Te mniej historyczne ławeczki sobie leżą i pewnie niedługo gdzieś się powieszą, jak dorobię te ostatnio stracone. +50 do przemiany w fotografa
14. Podkoszulka, chyba z w-fu tydzień temu. +10 do przykrych zapachów, +20 do odbicia światła, +5 do przemiany w sportowca
15. Sok pomarańczowy... aaa czasem się przydaje. +10 do regeneracji życia
16. Resztki z prezentu na chrzciny. +5 do sprzątania
17. Różne zabezpieczenia m.in. gumy... kamizelki odblaskowe, noże i takie tam. +50 do obrony przed siłami natury
18. Świnka skarbonka, odkładam już na 18 dla sąsiada i inne podobne. +0 do portfela, +20 do samozaparcia
19. Gitara, ruszałem w sobotę, ale sąsiedzi się wkurzyli. +30 do podwyższonego ciśnienia, +10 do szybszego wabienia wrogów, +5 do wiosłowania, +5 do ADHD
20. Tam gdzieś w środku klucze, które zawsze znajduje w momencie wychodzenia z domu. +10 do spostrzegawczości, +10 do celności, +20 do znajdywania magicznych przedmiotów
21. Szkoła... kto by się tym przejmował? Żadnych granic! +50 do sztuki olewania, +10 do cwaniactwa
22. Czapka, kurtka, niedawno wróciłem i dlatego zasłaniają inne rzeczy :P +25 do tajemniczości, +5 do bycia niewidzialnym
23. Torba z aparatem... nie trzeba za dużo tłumaczyć (a w środku jeszcze opałkowe kalendarzyki i analog). +50 do przemiany w fotografa, +30 do lansu
24. Resztki z opałkowych gadżetów, jeden zresztą założony podczas robienia zdjęcia (stąd taka winieta). +30 do szerokiego widzenia
25. Czerwona koszula... po sylwestrze? +10 do retrospekcji
26. Ręcznik basenowy... ah, całe szczęście mamusia wyprała. +15 do panowania nad wodami
27. Łóżeczko, którego prawie nie widać, bo trochę jest zawalone, acz zawsze szybko się zwalnia gdy Stasiu przyjedzie. +10 do bycia Chrzestnym
28. Wieszak i garnitur... również (nie)świeżo po niedzielnym zapierdzielu. +30 do elegancji
29. Dwie części... ciuchy i serduszko WOŚP-u, zawsze w pogotowiu na 10 minut przed dzwonkiem na lekcje, a serduszko z dupy już odkleiłem, bo mi ktoś przypomniał że w ogóle je mam... +10 do szybkości, +20 do dobroduszności
30. Za rogiem butelka z wodą, reszte sobie dorysujcie. +10 do regeneracji życia
31. Kalendarz książkowo-gazetowy oraz dokumenty bieżące. +30 do szybkiego odnajdywania się w sytuacji
32. Szalik trgt, bo mi czasem zimno w szyje. +40 do lansu, +30 do patriotyzmu
33. Nad cyferką, komórka, którą nawet ostatnio doładowałem. +30 do kontaktu z rzeczywistością
34. Krzyżyk na szyję, zdjęty, bo już szedłem się umyć, ale prawie zawsze na sobie! +30 do wiary
35. Listwa... kiedy ja ją ostatnio cyknąłem? -50 do panowania nad prądem
36. Głośniki... aktualnie leci... BONKERS!! :D (nie mogłem zawieść klasy xD) +50 do mocnego pierd... +50 do epiki
37. Myszka, mimo ponad trzech lat zwykle wytężonej pracy jeszcze biega. +15 do nieśmiertelności
38. Monitor... tam znowu zdjęcia i winamp. +10 do przemiany w fotografa, +20 do podwyższonego ciśnienia
39. Przedłużacz, zawsze jakaś ładowarka znajdzie tam ujście. +10 do panowania nad prądem
40. Łóżko, zawsze o nim marze, nigdy na nim nie śpię. +100 do regeneracji (po 9 godzinach snu), +10 do epiki
41. Jakieś pudło, w które czasem wygodnie jest walnąć. -10 do energii
42. Okno, ładnie słońce zawsze po oczach mi nawala o poranku. +50 do daleko-widzenia, +10 do ewakuacji
43. Koc... okna stare to zawiewa mi po dupie. +10 do uszczelniania
44. Zielona ściana... a jakby spojrzeć jeszcze "niżej" poza kadr to szafka i ja na niej stojący z aparatem, a w około ściany. +10 do ogarnięcia terenu
45. Pewnie gdzieś tam w jednostce jest karta, bo się zgrywają jakieś zdjęcia. +5 do przemiany w fotografa
46. Albumy, ważna półka. +30 do lansu, +10 do mądrości, +10 do przemiany w fotografa
47. Kaloryfer, grzeje przynajmniej, a nie tak jak teraz w okolicach Częstochowy. +10 do ciepłej domowej atmosfery
48. Biała teczka. +20 do odbicia światła
49. Miejsce spoczynku mojej dupy. +30 do epiki, +10 do filozofii, +20 do regeneracji
50. Tam są drzwi. +5 do ewakuacji, +50 do kontaktu z ludźmi, +50 do kontaktu ze zwierzętami







inferno

13.01.2010 :: 15:19 Komentuj (0)

Każdy szanujący się fotograf i "fotograf" to widział lub powinien to zobaczyć. Każdy człowiek powinien to obejrzeć...

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

10.

Wersja skrócona z lektorem: http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/ludzie/fotograf-wojenny/wideo/film-dokumentalny-planete-doc-review

P.S. Ma ktoś może album Nachtwey'a "Inferno"? Swoją drogą... to zbieram na niego, dorzuca się ktoś? :P


203

31.01.2010 :: 14:37 Komentuj (1)



W pokoju zrobiłem porządek. Jedyne nieuporządkowane miejsce oprócz mojej głowy, to mój komputer... ;)







bobek!

31.01.2010 :: 21:25 Komentuj (4)





Eee... nic nie wrzucę więcej, przez tego Bobka :P
Po prostu obłęd xD







jasnogórska orkiestra dęta

02.02.2010 :: 00:51 Komentuj (2)











winter colours

08.02.2010 :: 15:04 Komentuj (0)



A więc ja już dorysowałem...







winter colours 2

12.02.2010 :: 13:58 Komentuj (2)



Nie ma czasu. 100!







snow-run

23.02.2010 :: 11:45 Komentuj (1)



Bo pora roku nie ma znaczenia.







łowcy

04.03.2010 :: 18:42 Komentuj (3)

Pafeł ufaszaj, nie masz krzepienia!














- Halo, pan inżynier?
- Nie.
- To czemuś się chamie nie uczył?!







maczo kalendarzo - bez cenzury... xD

12.03.2010 :: 14:45 Komentuj (12)

Czy jak kto woli: The best man of the world, the best man in II LO, kalendarzyk okresowy, kalendarzyk orgazmowy, 23 ciacha i jedno starsze, 12 miesięcy rozkoszy z...., testosteronki, Prawdziwi mężczyźni, Prawdziwi faceci, Nadzieja męskości, 23 chłopa i Radwan (...jeszcze trochę tego było)... zresztą nieważne jakie morze, ważne jaka fala (czy jakoś tak :P).

"Wizja bez działania to marzenie, działanie bez wizji to koszmar."

Dosyć tego chędożenia czas na prace właściwą:





























"Dzisiaj wszystko miażdży!"

Backstage!
Boks to podstawa.
Bangla, bangla, kto da więcej.
Bractwo kija!
Muahahaha, skończone.



Po, po, po, epic fail:

"Co ta szkoła zrobi bez nas
Cóż bez naszych hardych dusz
Chyba szkolne mury runą
I rozbiją wszystko w kurz :P"

"Gdybym miał być krową
Umarłbym ze smutków
Nie miałbym kutacza
Ale kilka sutków"

"Zresztą, co ja się rozwodzę,
Co ja piszę jak najęty
Przecież każdy z nas jest srodze
Poprzez życie pierdolnięty"

"Kilka rad Ci dam z rękawa:
rzuć naukę - jest zabawa"

"Lecz to prawda, że nadzieje jakby we mnie zniknąć chciały
Całe szczęście, że pobudzasz mą duszę Jarku wspaniały"

"Ja lecę moi kochani, czas uderzyć głową w poduchę,
Nie chcę być na bani, bo jutro spotkamy Mamuchę."

"Jednakże widzę potencjał i intelekt w Twojej głowie
Zaszpanujesz kiedyś wierszem jakiejś pięknej białogłowie"

"Mógłbym wiele wierszy pisać, gładkim rymem zdobić strofy
Barwić zdania słowem ślicznym - nie uniknę katastrofy
Bowiem, chociaż dziś ów talent na błachostki, fraszki drobne
Pozmieniałem i zużyłem, nie odnajdą się nadobne
Rymy, gdy ich użyć pragnę, aby stworzyć coś wielkiego
Nie wiem, czemu tak się dzieje, sam pytam siebie - dlaczego?"

"Chciałbym Basiu Ci powiedzieć, pewne bardzo ważne słowa
Że na Twoje piękne lekcje, leci ma sraka brązowa"

"Mały-wielki człowiek zaczął poemat pisać
rozwlekle, rozkręcił się niesamowicie.
Miłości mu brak? Zacznie niedługo usychać.
Mimo wszystko - on ma wspaniałe życie!
Jedna strofa, dwie minuty,
on jest w pisania nurty zakuty!
Kręci to dosyć, dobrze się to dzieje,
może jego dusza doszczętnie zhardzieje!
Ratować świat mu w głowie,
ty człowieku, wiesz o jego skromnej osobie!
Maluje on światłem dzieła wielce warte,
niech żyje sztuka, evviva l'arte!"

"Ideami bez spełnienia
Bez pokrycia obietnicą
Nie - ja wolę tym się cieszyć
Co wyłapię swą źrenicą"

"Każda góra to wyzwanie!
Dziś zdobyłem Himalaje!"



P.S.

Wczorajsza reakcja dziewczyn - bezcenna.

Można o tym całym przedsięwzięciu książkę napisać.
Wczoraj byłem w aptece po rozum do głowy bez recepty! Generalnie cały tydzień po chorobie 500% normy... czyli norma. I jeszcze to uzależnienie od OSTRowskiego, przyprawia o niebiański humor... Tej nocy miałem epickie jawosny. Trwaj chwilo, jesteś piękna!

Znowuuu trzeeeciaaa eeeeeeeeee! Dobra robota koledzy! :P



P.S. 2

Z wczorajszego dnia. Przeszukałem całe archiwum, przejrzałem wszystkie rozmowy, były cytaty, wszystko gotowe prawie jak teraz, miałem kliknąć "Dodaj".
"- jest cały wpis;d
- jest kurwa
zaraz będzie akcja
klikniesz "jeeebsss"
i się doda
- ;d
chwilaaaa jeszcze chwiiila (...)
oooooooooooooooo kurwaaaaaaaaaaaa mać...
- skasowałeś notkę przypadkiem przed dodaniem? :D
- (...) i 3 godziny psu w dupę
ale urwał! ale go dzisiaj tłuką! ;/"
No i wczoraj jebło, mądre auto-wylogowywanie z serwisu po godzinie bezczynności (tylko pisałem) :/ dlatego wpis dopiero dzisiaj.







coming soon

25.03.2010 :: 19:58 Komentuj (2)



Maj-czerwiec. Po maturce będzie.

Tymczasem przerwa w "inszej" twórczości Jarka.







219

03.05.2010 :: 14:11 Komentuj (2)



Sromotne focenie przed maturą. Co się będę opieprzał.







dekasmak

10.05.2010 :: 21:27 Komentuj (2)

Kwitnę i umieram.
I jeszcze jeżdżę, pstrykam kotlety, jem, sram, śpię i jeżdżę. W międzyczasie napisałem maturkę.



... i przypadkiem wciskam też czasem spust migawki, też.
Pełen dekadentyzm.







młoda scena jazzowa

14.05.2010 :: 00:25 Komentuj (3)



Uwielbiam te momenty, w których po raz kolejny zakochuje się w fotografii.

Trochę oldschool.







flood

21.05.2010 :: 23:45 Komentuj (3)

Jak wszyscy to wszyscy...









motoportrety

26.05.2010 :: 22:45 Komentuj (0)

Któryś tam kwietnia.















Wakacje się skończyły. Czas wziąć się do pracy.







bieda

29.05.2010 :: 20:44 Komentuj (2)

... i bogactwo zarazem.



AE-1







exhibition

22.06.2010 :: 20:07 Komentuj (1)



Akurat troszkę wolnego czasu, to się porządki na blogu zrobiło.







martuuucha!

26.06.2010 :: 17:25 Komentuj (1)









fabian drzyzga

01.07.2010 :: 21:46 Komentuj (4)



AZS - Trentino, 2009.







powoli robiło się jasno

11.07.2010 :: 03:32 Komentuj (6)



To wszystko, śpij spokojnie, na każdego jest czas brat.







bitwa

26.07.2010 :: 08:00 Komentuj (5)

Budzę się. A może jednak nie? Może jednak jestem w Częstochowie? Nie... poprzedni dzień nie był fikcją.
Wczoraj stoczyła się bitwa i to nie jedna. Ba, ostatnio dzień w dzień toczą się bitwy. Ważne, żeby w tym wszystkim starać zachowywać się po prostu po ludzku. To pojedynki, które nie wymagają wylewu krwi, ani nie powodują psychicznych urazów (tak, tak - psychicznie łatwiej zniszczyć człowieka niż w jakikolwiek inny sposób). Od pewnego czasu (3 lata?) dążę do tego, co tak naprawdę żywnie mi się podoba i odpowiada. Byleby nie wykończyć innych. Czasem są to niczego nie warte cele, niematerialne, ale dające ogromnego banana, satysfakcje i siłę. Dochodzić i wjeżdżać samemu na szczyty, które są czasem niedostępne dla innych, czasem wymagają poswięcenia ogromu czasu, czasem gigantycznej odwagi, czasem samozaparcia... zresztą nieważne. Ważne marzenia i spełnianie ich.
Co na to rodzice? Rodzice na dobrą sprawę zaufali mi i dali wolną rękę - przynajmniej takie mam wrażenie. Nigdy nie stawali na przeszkodzie.
Co jest kluczowe, oprócz wiary w siebie? Wizualizacja pozwalająca tę wiarę powiększać. Nieistotne czy jestes zawodowym kolarzem, czy jeździsz w klubie, czy pojechałes pierwszy raz w roku na rower ze znajomymi (sory, że już tak się czepiam tego kolarstwa :P). Jadąc, mając jakikolwiek kryzys (zresztą nawet niekoniecznie w czasie kryzysu) wyobraź sobie, że jestes już u celu, że jestes szczęsliwy, spełniony, masz dookoła siebie to do czego dążyłes. Charakter zwycięscy. Jesli chcesz zrobić cos totalnie bez sensu dla zwykłego człowieka, ale Tobie dającego satysfakcje, to nawet się nie zastanawiaj i nie słuchaj "rad" innych. Zrób to.
Wracając do bitew. First off all. Znajdujesz fundusze, żeby móc walczyć. Przecież każdemu rycerzowi potrzebna jest zbroja i wyposażenie. Mieć swoją najlepszą broń - miecz, który wyciągnie się w najlepszy momencie. Po drugie, jak rycerz czy tam żołnierz, rano wstać musisz. Nie ma lekko. Główny pojedynek nadejdzie wieczorem, ale i tak do przemierzenia są setki kilometrów. Musisz zdążyć na czas. Udajesz się o własnych siłach do pierwszej stacji, gdzie na ogół stacjonuje Twoje bractwo. 5 godzin. Wiatr, ciężki ekwipunek na plecach, litry wody, którą co rusz, z wielkim pragnieniem, pakujesz przez swoje gardło. Czasem po górkę nie wytrzymujesz, czujesz niemoc w kolanach. To był największy pojedynek z samym sobą. Teraz już masz towarzyszy. Drugie pięć godzin musisz spędzić na koniu z bryczką. Niewygodnie, ale mając towarzyszkę - lesną elfkę - jest o wiele raźniej. Jestes praktycznie u celu, spotykasz się z resztą współtowarzyszy. Idziecie razem, ale ku zaskoczeniu każdy musi walczyć sam. Każdy o swoje. Czas wyciągnąć miecz i stanąć do walki. Sędzia nie jest litosciwy, sędzia potrafi skosić za jednym zamachem kilka najsłabszych sztuk. I bez zbędnego pieprzenia. Koniec. Wygrywasz, bo wierzyłes. Wygrywasz, bo myslałes już o tym podróżując samemu o poranku. Wygrywasz, bo ciężko na to pracowałes. A zaraz u boku towarzyszka, a za nią cała reszta. Zdobywasz łup i wracasz na swój teren, choć wróg czyha i ciągle chce pokrzyżować Ci plany. (...) Można rzec, że zaspało się na pociąg. Spoko za 3 godziny kolejny. Najpierw do Łodzi, jutro rowerem do Częstochowy. Co potem? Zobaczymy. Teraz trwa okres mojej mobilizacji. Największego wysiłku psychicznego i fizycznego. Nie wszystko jeszcze osiągnięte, ten tydzień pokaże, co dalej... rzekłbym rycerzu, kuj żelazo póki gorące! (bez podkreslania w tym powiedzeniu kluczowych w tym tygodniu liter ;)

P.S. W ostatniej chwili wyjechałem z Poznania... niedługo po moim odjeździe zalało dworzec. Banan jest tam: http://michalmrozek.pl/energia-v-ubf-rozstrzygnieta/ ;)


łogródki

09.08.2010 :: 00:24 Komentuj (0)



Rawy wessały mi dysk, więc tylko jedno foto. I stwierdziłem, że żadnych granic (z 10 znaczeń) nie będzie...
P.S. Sprzedam tablet graficzny i urządzenie wielofunkcyjne.







kolarstwo = czasem hardkor

11.08.2010 :: 01:43 Komentuj (0)

Na zapchanie foty z 2 etapu Tour de Pologne, sprzed tygodnia. Największe wzniesienie na etapie Zawada między Złotym Potokiem, a Żarkami...





... ale znowu jest i tekst. O dzisiejszym treningu. Standard - raz na tydzień setę trzeba walnąć. Foty i tekst łączy jedynie Zawada... udało się nawet "uciec" :)


Cisza, spokój, koncentracja.

Tradycyjnie, porządna setka po Jurze, jak zwykle odkrywanie nowych miejsc, symulacja lotnych finiszy, premii górskich... ogólnie wyobraźnia działa. Mapa etapu - Juuura + nowość 111 km. Profil pionowy - przydatny do lokalizacji opisywanych zdarzeń ;P Start! Wyjazd z Częstochowy. Od 10 km podjazd + zjazd do Janowa (10-33 km na profilu pionowym). Bez szarpania, na luzie, godzinka z minutami.

Premia górska.

Złoty Potok i zaczyna się podjeżdżanie, nie wydaje się takie ostre jak na profilu, najostrzej jest pod koniec. Wyprzedza mnie kolarz z Koziegłów (miałem okazje jeździć kiedyś z kilkoma, ta sama koszulka przynajmniej... no to chyba Koziegłowy), więc stwierdziłem, że można troszkę podkręcić i dołączyć. Koło w koło, równo, kulturalnie. Tylko maszyny inne... moją stal można sprzedać za 200 zł... ale za to jaki trening na czymś takim! Zbliża się decydujący moment. Najwyższe wzniesienie na dzisiejszym etapie (biała kropa na 40 km profilu pionowego). Szybki skok w równym tempie, na szczycie 30-40 metrów przewagi. Premia górska w mych rękach. Na zjeździe nakręcony systematycznie ją (tj. przewagę) powiększam, w Żarkach nikogo za sobą nie mam. Ciekawe dlaczego zostałem "puszczony" samotnie... może "noga nie podawała" tak jak trzeba? Potem Myszków, troszkę błądzenia ("kupa" na 50 km profilu pionowego) i do Koziegłów.

Klucz do sukcesu.

Biedronka! Trzeba ją odwiedzić. Snikers, banan, tiger - dobra rzecz. Ponadto wcześniej 2 banany z domu i 2x550 ml płynów (raz woda, dwa "chińska szpryca") - wystarczy na całą podróż w takiej temperaturze. Po bufecie i wypłaszczeniu na przeszło 20 km, można śmiało dalej pędzić do przodu. Po drodze kostka brukowa w centrum Koziegłów (dwie kropy przed 70 km na profilu pionowym) - nie omieszkałem skorzystać! Przecięcie DK1 i jazda. Godzina 19, słońce nisko nad horyzontem. Pierwszy raz odwiedzam to miejsce, piękne pagóreczki ubrane w ciepłe światło, uciekanie własnemu cieniowi, miodnie. Woźniki (75 km).

Adrenalina daje pewność.

Zaczyna się podjazd pod Woźnicką Górę (~76 km na profilu pionowym) - z prawej pole słoneczników, z jednej i drugiej strony drzewa w kształcie maczug, aż fajnie się pod taką górkę podjeżdża. Wspaniała kraina, normalnie totalne rozanielenie... ale wszystko co dobre się kończy. Zaczynają się niemiłe przygody. Już kolejny podjazd ubogacony jest przez niespodziankę... duży kundelek, zabiera się w pogoń za mną, akurat pod górkę. Trzeba zgubić psiaka... i mnie, i jemu może stać się krzywda. Szczeka i chce sięgnąć do nogi. Nie pozostaje nic innego jak podkręcenie tempa. Adrenalina zaczyna działać, mięśnie chodzą same. Pies rezygnuje, nogi dalej kręcą. Krótki zjazd do Lubszy i wjazd na DW 908. A tu od razu kolejna niespodzianka (lokalizacja - biała kropa na 80 km profilu pionowego). Słysze głosy pod sklepem, widzę jakichś gości, nawet ktoś miał rower... podjazd więc równo - acz nie najszybciej - wbijam w górę. Przez ucho przemykają mi piękne polskie słowa: "kur**, spierd****, wypierd****, wpierd**, etc." i widzę kozaczka(-ów) zmierzającego(-ych) w moją stronę (nie miałem zamiaru zwracać uwagi... po prostu ułamki sekund). Najwyraźniej zostałem uznany za intruza, albo ktoś dla hecy chciał spuścić mi łomot (może myśleli, że ten rower to jeżdżące 10 000 zł?). Zauważyłem zbliżającego się typa, więc... nie ma co się obracać, czas kręcić. Adrenalina skoczyła, 35-40 km/h pod górkę? Tooo możliwe. Nie miałem zamiaru ściągać sam siebie z asfaltu... Nogi pięknie podawały. Na górce przewaga, znowu ucieczka udana, tym razem pod meeega wielką adrenaliną.

Happy end.

W Kamienicy również przejeżdżam obok grupki, jeszcze większej niż w Lubszy... tym razem kulturalni. Może szykowała się jakaś ustawka między-wiejska? Nie przejechałem kilometra i minęło mnie 2 młodzianów na kolarkach, ubrani praktycznie tak samo ja - czerwono-czarni. W sumie mogłem zostać uznany za jednego z nich (mieszkają raczej gdzieś obok, jest pewnie tu grupka kolarska i naprzykrzali się "ludziom" - bo ciężko ich tak nazwać - z Lubszy). Nieważne, czas sunąć do domu... W samej Częstochowie mija mnie kolarz. 31-letni nauczyciel fizyki w Samorządówce. Zwiedził trochę świata na rowerze (przynajmniej Węgry, Tatry, Gdańsk...) . Sprzęcik... Wilier, carbon, cudo. Nie mam co się równać. Pogadanka, zmiany na prowadzeniu. Na koniec całkiem pozytywnie: "przypominasz mi mnie sprzed kilkunastu lat". Więc... podróże przede mną! Sam do swojej mety, razem 3:50 jazdy. Do następnego, mam nadzieje, że bez zbędnej adrenaliny. ;)







bieg pustynny

12.08.2010 :: 15:01 Komentuj (1)













Zostaje tu, nie wiem czy na zawsze.







okey, all right, reggae yesterday

28.08.2010 :: 11:12 Komentuj (0)



Hardy był to tydzień, wreszcie więcej snu, brak suchej pary butów, deszczyk, deszczyk, deszczyk.







RUGBY!

09.09.2010 :: 00:17 Komentuj (2)



Dopinam ostatnie guziki. Zdjęcia + dźwięki z dyktafonu. Mecze, treningi, wyjazdy, życie codzienne. O ludziach dla ludzi. Zapraszam!







<= Starsze

Archiwum
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007

Linki
fotomedaliki
czesto love chowa
fotoczeva
Adam Kaniowski
Albert Stęclik
Jakub Wosik
Janusz Pawlikowski
Kamil Pawlik
Maciej Kuroń
Marcin Bajor
Marcin Jędryka
Marcin Opałczyński
Michał Radziejowski
Patrycja Zubrzycka
Paweł Roman
Piotr Bednarek
Piotr Deska
Piotr Kras
Szymon Słociński
Tobiasz Makieła

Co Rentmeester
Finbarr O'Reilly
James Nachtwey
Tomasz Gudzowaty
Maciej Nabrdalik

Księga gości

Kontakt

powered by Jarek_R ( ) & Fotolog.pl